Casey Journal: Porwanie

Podróż w czasie… Któż o niej nie marzył choćby raz? Czy istnieje choć jeden człowiek, który nigdy nie chciał cofnąć się w przeszłość, po to, by zrobić coś lepiej, podjąć mądrzejsze decyzje, inaczej ułożyć pewne sprawy? Albo po prostu jeszcze raz przeżyć to, co z perspektywy czasu okazało się najlepszym momentem w życiu? Casey Journal, wbrew temu, czego można by się spodziewać po takim wstępie, nie jest opowieścią o podróżach w czasie. Jest czymś więcej – ta gra sama jest taką podróżą. Zaczęła powstawać w 2002 roku i wtedy też miała być wydana, jednak jakaś tajemnicza anomalia czasoprzestrzenna spowodowała, że światło dzienne ostatecznie ujrzała dopiero po 11 latach.

Bohaterem gry jest niejaki Casey. Nie bardzo wiadomo kim jest i skąd przybywa – on sam przedstawia się jako podróżnik i poszukiwacz przygód. Casey akurat, z jakiegoś sobie tylko znanego powodu, właśnie wraca w rodzinne strony. Znużony podróżą zatrzymuje się w karczmie we wsi o nazwie Hanova, aby przed dalszą wędrówką pokrzepić się lokalnym alkoholowym specjałem. W tym samym momencie (co za niesamowity zbieg okoliczności) do karczmy dociera straszliwa wiadomość – porwano księżniczkę. Co tam ciepłe łóżko i zimne piwo, kiedy nowa przygoda na horyzoncie – Casey natychmiast decyduje się wyruszyć na ratunek.

Fabuła, jak widać, prościutka, zgodnie zresztą z założeniami autora. A w grze nawet jeszcze prostsza, bo, pomimo iż mamy do czynienia z teoretycznie pełną wersją, tak naprawdę jest to tylko pierwsza część gry, a jej kontynuacja już chyba raczej nie powstanie. Co tak naprawdę jest do zrobienia w tej części Casey Journal, to nie ratowanie księżniczki (biedactwo, już chyba na zawsze pozostanie uwięziona w wieży), tylko masa zadań pobocznych, głównie z gatunku przynieś, wynieś, pozabijaj. Żeby nie było to nużące, autor zastosował ciekawy i dość skuteczny zabieg – niemal każdorazowo daje graczowi wybór, w jaki sposób daną sprawę przeprowadzić, przy czym każda decyzja przynosi nieco inny efekt. Casey może na przykład potulnie oddać zgubę właścicielowi, nakłamać, że jej nie ma lub przyznać, że owszem, znalazł, ale nie odda. A potem oczywiście znalezisko sprzedać – tyle, że za karę nie dostanie punktów doświadczenia. Z bohatera w ogóle jest niezły typek – potrafi wejść komuś do domu i podając się za poborcę podatków podjąć próbę wyłudzenia pieniędzy (udaną lub nie, zależnie od pazerności gracza), oszukać chorego nieszczęśnika co do ceny leku na jego dolegliwości, by zgarnąć do własnej kieszeni ewentualną nadwyżkę, pożyczyć od obcego człowieka pieniądze… Długo by wymieniać, ale efekt jest jeden – koleś da się lubić. Casey z pewnością nie jest, jak to ktoś kiedyś wdzięcznie ujął na Gospodzie, pizdowatym herosikiem o złotym serduszku.

Gra wita nas ślicznym, RTP-owym wnętrzem królewskiej jadalni, w którym rozbrzmiewa równie śliczna RTP-owa muzyczka. A dalej jest mniej więcej tak samo – ślicznie i głównie RTP-owo. Dźwiękowo bez fajerwerków, ale poprawnie. Mapki również całkiem udane, może poza pustawą wioską z maleńkimi domkami. Wrażenia wizualne psują nieco facesety, powyciągane z kilku bliżej mi nieznanych, ale niezbyt pasujących do siebie bajek. Do kompletu podstawowy BS i całkiem dobre, nieco surrealistyczne dialogi, wprawdzie niemal bez błędów, ale dla równowagi również bez właściwych polszczyźnie ogonków i kreseczek przy niektórych literach.

Produkcje z początków polskiego makerowania, emanujące klimatem rozentuzjazmowanej amatorszczyzny, mają dla mnie nieprzeparty urok. Jestem w stanie wybaczyć im masę błędów w dialogach, nielogiczną fabułę czy wyskakujące znienacka okienka z informacją o brakujących plikach. Casey Journal zdołał coś z tego klimatu zachować, a w dodatku jest wykonany poprawnie. To bezpretensjonalna gierka, która nie próbuje udawać, że jest czymś więcej, niż w istocie jest – prostą RTP-ówką z lekko głupkowatym bohaterem dziarsko kroczącym po ścieżkach banalnej fabuły. Jeśli więc ktoś ma akurat chęć na małą podróż w czasie, to w imieniu Caseya zapraszam do skorzystania z czasoprzestrzennego bąbla, który pozwolił mu w 2013 roku wylądować na Twierdzy.

Kleo

Autor gry: Aldarar
Wersja RM: 2000
Gatunek: RPG
Status: Pełna wersja
Rok wydania: 2013
Download: Gdrive

3 thoughts on “Casey Journal: Porwanie

  1. Najlepszy system graphic, jaki można było wybrać. <3 jest w tym coś nostalgicznego, przez co trochę szkoda, że obecnie brakuje takiej fali – jak to Kleo ujęła – rozentuzjazmowanej amatorszczyzny.

  2. Nie nazywałbym takich projektów amatorszczyzną co raczej organicznością i naturalnością, która siedzi w otwartości autora gry na przedstawianą treść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.