Wywiad z Demonem

Publikując na koniec poprzedniego wywiadu informację, że moim kolejnym rozmówcą będzie Demon, spodziewałem się raczej łagodnego odzewu. Tymczasem, natychmiast pojawiły się głosy i zapytania. Z jednej strony – bardzo entuzjastycznego wyczekiwania, a z drugiej – takie, jakby postać ta była istotnie nierozpoznawalna. W związku z tym rozmowa łączy trochę te dwa światy, czasem przeskokami, skrótami myślowymi, ale ostatecznie chyba dosyć płynnie. Momentami czułem się nawet dosyć niepotrzebny, nieco jak czytelnik przyjemnej opowieści. Zapraszam do relacji.

Jazzwhisky: Okazuje się, że wiele osób nie pamięta lub w ogóle nie zna twojej rozmowy z Norujem sprzed kilku lat [opublikowanej w Gońcu RM w 2015 roku], musimy zatem poświęcić chwilę na podstawy… Zaczynałeś od wideotutoriali z RM, potem przyszło Parallel Worlds TiTka, a dalej już jakoś poleciało, zgadza się?

Demon: Jakoś tak pykło po kolei. Kiedyś kumpel chciał zrobić grę, więc się zainteresowałem. Obaj coś tam dłubaliśmy przy tym. Potem on przestał, ja jeszcze coś robiłem, ale nie wyszło końcowo z tego nic większego. Potem faktycznie, poradniki do RM. Z uwagi na to, że sporo swojego czasu siedziałem w całych technikaliach (a robienie poradników było łatwiejsze niż tworzenie całej gry), miałem sporo pomysłów na materiały. Z tego co wiem sporo osób z tego skorzystało tworząc coś swojego, więc chyba spełniły swój cel. Dalej, jak znudziły mi się poradniki, zacząłem po prostu nagrywać gry z RM-a. Była to (w sumie jest nadal) nisza. Odbiór Parallel Worlds przez widzów wyszedł naprawdę pozytywny i wypracowało mi to docelowo jakiś specyficzny styl. Mimo niektórych jej słabych mechanik trochę żałuję, że do tej pory nie wyszła druga część.

Jazzwhisky: Który to był rok?

Demon: Szacuję, że może jakoś 2011. Mówię tutaj o zaczynaniu z RM-em.

Jazzwhisky: Ale YouTube pojawił się zaraz potem?

Demon: Musiałem sobie przescrollować kanał w poszukiwaniu dat wrzucenia filmów. Rok później z tego, co widzę, wszystko zaczęło się na serio. Wrzucanie w miarę regularnie poradników itd. Jeśli chodzi o serie z gier z RM – 2013 rok.

Jazzwhisky: I te nagrania, głównie jednak polskich gier spod RM [Demonicskyers nagrywa też zagraniczne produkcje, a RM to tylko część publikacji na kanale], nie brzmiało to wtedy, po drodze, albo teraz, jak szalony pomysł?

Demon: Szalonym pomysłem było zaczynanie jakiegokolwiek nagrywania w pierwszej kolejności. No bo jak to tak? Chłopak młody ma siedzieć przed komputrem i gadać od siebie jak gro? Gupi jaki cy co?

Jazzwhisky: Mhmmm.

Demon: Wtedy nagrywanie RMówek wynikło bezpośrednio z tych poradników. Takie swoiste przedłużenie tradycji kanału. Myślę, że gdyby nie te naśladowanie głosów postaci, wszystko poszłoby inaczej. Patrzyłem na nagrania innych twórców, porównywałem ze swoimi. Miałem świadomość, że jeśli nagram to, co oni, niczym nie błysnę. Nikt nie będzie chciał oglądać po raz n-ty Wiedźmina czy czegoś popularnego. To już było, każdy to widział. Więc może nagrywać coś innego? Bum, makerówki są często bardzo dobrej jakości, a nie są zbyt popularne. Złoty środek.

Jazzwhisky: No dobra, ale do pełnego obrazu brakuje mi jeszcze tego, co było przed RM. Z tym zainteresowaniem wspólnym projektem to przypadek, równie dobrze mogłeś trafić inaczej, czy jednak wybór tej niszy ma swoje korzenie jeszcze wcześniej, gdzieś indziej?

Demon: Faktycznie, projekt to mógł być tylko zapalnik czegoś, co już było. Od zawsze fascynowały mnie gry. Kiedyś to były gry na Pegasusie, skaczące piksele na ekranie. Teraz też są skaczące piksele, tylko dużo mniejsze, niewidoczne z daleka. Od dzieciaka lubiłem ten świat. Wtedy nie miałem tylko możliwości żeby się tym zająć. Ani sprzętu. Maker okazał się remedium na te problemy jak już dorwałem jakiś sensowny komputer. Nie trzeba było programować (duża przeszkoda wtedy to nieznajomość języków programowania), po postu wystarczyło układać sobie grafiki na ekranie, doczepić do tego zdarzenia i tym sposobem zrobić grę. I tak, zrobienie gry samej w sobie proste nie jest, ale na pewno tak jest łatwiej.

Jazzwhisky: Jakieś erpegi 2D? Z wtedy?

Demon: Ciężko było uświadczyć erpegi na Pegasusie, a tylko tę konsolę posiadałem. Już na komputerze na pewno większym ogrywanym erpegiem był pierwszy Wiedźmin. W międzyczasie jakieś Dungeon Siege czy Titan Quest się przewinął. Za dużo nie pamiętam z tamtych czasów odnośnie tytułów. Po prostu się grało w to, co było. Też nie było aż takiego łatwego dostępu do gier.

Jazzwhisky: Ok, wróćmy do teraz i nagrywania w twoim formacie let’s play. To znacznie bardziej wymagające zajęcie niż zdawałoby się, patrząc z perspektywy widza?

Demon: W zasadzie nie wiem od czego zacząć jakbym miał to opowiedzieć. To co widzi odbiorca to tylko projekt końcowy. Odcinek długości 30 minut czy coś koło tego. Przed tym jak materiał w ogóle powstanie muszę wybrać serię (i to taką, żeby była ciekawa do obejrzenia i zaspokoiła apetyt odbiorcy). Potem w ogóle znaleźć tę grę (starsze tytuły nie są tak łatwo dostępne). Przy starych grach trzeba też czasami powalczyć z kompatybilnością. Być może zainstalować wirtualną maszynę, która będzie w stanie odpalić grę, albo rozwiązać inne problemy techniczne. Samo nagranie może zająć sporo czasu. Być może poza odcinkiem trzeba coś zrobić (wytłuc wrogów w lokacji, nazbierać coś w grze). Wiadomo, nie wszystko jest ciekawe i fajne do oglądania, więc lepiej to wyciąć. Tak też nagrywanie jednego odcinka ~30 minut z Ghost Mastera potrafiło trwać 3 godziny czasami. Po ukończeniu musisz to wszystko zmontować. Przejrzeć najlepiej cały materiał, odszumić dźwięk i podbić trochę głos. Jak zmontujesz – wyrenderować. Czyli puścić program, który to wszystko sklei w całość. Tu czas zależy od długości materiału, komputera, który to robi, efektów na filmie itd. Na samym końcu zostaje przesłać (co przy słabym internecie kiedyś było mordęgą). Także… Yup, może to wszystko zająć. Wystarczy zrobić sobie symulację i samemu spróbować powtórzyć te czynności. Już nie mówię o robieniu grafik np. do miniaturek, bo tutaj czas to całkowita loteria.

Jazzwhisky: Mhm, sporo. Stresuje cię to jeszcze czasami?

Demon: Chyba tylko przy streamach. Wiesz, na żywo jak coś nie wyjdzie to albo to ograsz (jak na scenie w teatrze), albo spalisz buraka. Nie da się czegoś wyciąć, wszystko leci od razu do ludzi. Po długim czasie pojawia się jakiś tam stresik czasami, ale to tylko przed nagraniem. W momencie włączenia nagrywania wszystko znika, bo przypominam sobie po co to robię. Jak ludzie reagują i jak fajni są to ludzie.

https://www.youtube.com/watch?v=FbkP9efbPeg

Jazzwhisky: Właśnie, wokół kanału istnieje jakaś mikrospołeczność?

Demon: Jest jakaś grupa ludzi, którzy oglądają regularnie filmy, komentują, podrzucają pomysły. Na grupie na Facebooku wlatują czasami jakieś memy tematycznie związane z tym co się dzieje. Czasami sam jestem przerażony tym co ludzie potrafią stworzyć. Niemniej jednak panuje bardzo miła, rodzinna atmosfera. Wzajemny szacunek, pomoc. Co jakiś czas niektóre osoby odchodzą, wymieniają się, przychodzą. Na Pyrkonie z dwa lata temu nawet zbiłem pionę z paroma ludźmi. Naprawdę cieszę się z tego, że ta społeczność tak fajnie prosperuje i się trzyma.

Jazzwhisky: A jak bardzo jesteś na bieżąco jeśli chodzi o publikacje i wydarzenia wokół polskiego RM-community?

Demon: Szczerze mówiąc co i raz przeglądam fora w poszukiwaniu jakichś nowych, ciekawych tytułów. Ostatnio dzięki temu wypatrzyłem Lovro i Vesna od Zombika, Trzy Małe Świnki od Soula [oba są dostępne na kanale Demona]. Do Chanticoatl jeszcze się nie mogę odnieść, za mało grałem. Bardzo podoba mi się świeża inicjatywa RMteki i mniej świeża, ale nadal fajna inicjatywa Golden Forków. Chociaż nie jestem aż tak zaznajomiony szerzej ze sceną i community. Muszę to nadrobić.

Jazzwhisky: Do gier jeszcze chciałbym wrócić, ale teraz zapytam o postaci, kojarzysz osoby, które funkcjonowały w obu grupach, związanych z RM i twoim kanałem?

Demon: Z Powką [Gedharm, jedna z najaktywniejszych postaci w latach 2009-2016] gadamy w grupie na Discordzie bardzo często. Swojego czasu często gadaliśmy na głosowym z Norujem. No i jeszcze dość często widziałem komentarze od autorów gier, które nagrywałem.

Jazzwhisky: Ale sam nigdy nie wgryzałeś się tak aktywnie w naszą społeczność, brak czasu na wszystko naraz?

Demon: Trochę tak. Częściej jestem u siebie na serwerze jak już znajdę chwilę na pogadanie. Czasami wchodziłem na czat na Discordzie sceny RM-a. To nie jest tak, że się na siłę izoluję czy nie chcę mieć kontaktu. Po prostu jakoś tak wyszło. Miałem kiedyś wbić, pogadać, poznać ludzi i muszę to w końcu zrobić. Fajnie byłoby znać osoby, których twórczość uwieczniam na materiałach.

Jazzwhisky: Kogo z bohaterów poprzednich wywiadów kojarzysz najlepiej?

Demon: Tak naprawdę nie rozmawiałem z żadną z tych osób głosowo (poza Amelanduilem bodajże). Najbardziej na tę chwilę z tych osób kojarzę Zombika, bo ogrywałem parę gier od niego ostatnio. Ale to też, bardziej z nicku i komentarzy pod filmami. Bardziej na tej zasadzie. Jeszcze za dawnych czasów czytałem jakieś posty na forum od Kleo bodajże i to chyba tyle.

Jazzwhisky: No dobra, to Trzy Małe Świnki vs Lovro i Vesna. Grałeś niedawno, w GF2019 to był remis na szczycie, a u ciebie?

Demon: Oj, trochę trudne pytanie. Obie produkcje są pryma sort. Lovro i Vesna trochę przegrywa według mnie przez ostatnie etapy gry (oczywiście bez spoilerów, jeśli ktoś nie grał). Akcja zwalnia i robi się lekko upierdliwa. Znowu Trzy Małe Świnki da się przejść bez problemu, ale chyba ciężko zrobić wszystkie zakończenia bez podpowiedzi. Na pewno duży plus obu gier to autorska grafika. Lovro i Vesna na początku odrzuca, potem zaczyna intrygować. Jest najzwyczajniej w świecie nietypowa. Dopiero później można poniekąd zrozumieć czemu wszystko wygląda tak, nie inaczej. Ciężko porównać te dwie gry wydaje mi się. Z jednej mamy przygodówkę, z drugiej trochę taką grę detektywistyczną. Obie wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, ciężko zdecydować. Chyba postawię jednak na Trzy Małe Świnki, jeśli miałbym wybierać. Projekt wydaje się bardziej… pełny?

Jazzwhisky: Muszę przy okazji spytać jeszcze o jeden tytuł, Opowieści z Edorii. Jeśli udało się przetrwać to, to chyba nic ci już nie straszne?

Demon: Może to tak wyglądać, że ja się z czymś niemożebnie męczę czy coś w tym stylu. I miejscami tak jest, na przykład ostatnio z serią z Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci (nie polecam, barachło pierwszej wody). Jednak Edoria jest bardzo dobrą produkcją. Jedyne, co mogę jej na tę chwilę zarzucić to trochę zbyt duże rozwleczenie fabularne. Wątki czasami następowały po sobie w takich odstępach gameplayu, że musiałem sobie przypominać kto, jak i co robił. Mimo to ma swój klimat, świat wokół faktycznie żyje i ma historię. W sumie skończenie tej serii to jest poniekąd taki kamień milowy. Zaczynając grać myślałem, że zajmie mi może ze 30 odcinków. Oj narody, narody… Jak bardzo się pomyliłem. To takie zgrabne, że najdłuższą serią z jednej gry na kanale jest właśnie seria z makerówki. To nie tak, że projekty na 100 odcinków [dokładnie tyle zajęła omawiana seria let’s play] omijam szerokim łukiem, bo takich nie lubię. Długie gry nie są po prostu dobre do nagrywania. Ludzie oglądając myślę zwykle szybko się nudzą i lepsze pod tym kątem są krótsze produkcje.

Jazzwhisky: Informatyka, w jakiej części te studia to efekt tego, co robiłeś przez ostatnie lata?

Demon: Nagrywanie i prowadzenie kanału, zajmowanie się grami i technologią naturalnie poprowadziło na informatykę. Matma była na początku trochę mało zjadliwa, ale to wszystko kwestia przesiedzenia odpowiedniej ilości godzin. Chciałem wiedzieć jak działają te gry, w które gram. Być może też samemu tworzyć gry kiedyś, dzięki wiedzy, którą nabędę. To czego się najboleśniej dowiedziałem to, że gry są bardzo ciężkie i trudne w tworzeniu. Czasochłonne. Jednak mimo wszystko bardzo satysfakcjonujące. Zwłaszcza kiedy z tworzeniem człowiek zaczyna wchodzić na pole programowania i tworzy wszystko. To praktycznie rozwiązuje ręce i daje niemal nieograniczone możliwości. Uczę się też dużo o sprzęcie, technologii. Najbardziej przydały mi się póki co rzeczy z Architektur Systemów Komputerowych, bo nauczyłem się jak działa assembler i jak działają programy w komputerze. To trochę daje pogląd na temat tego też jak działają gry i dlaczego czasami nie działają jak powinny. Może brzmi to mało interesująco, ale dla takiego freaka na tym punkcie jak ja – miód.

Jazzwhisky: A w związku z tym, czy przypadkiem historia nie może zatoczyć koła? Wracasz do pomysłu stworzenia czegoś w RM?

Demon: Raczej jeśli jakaś gra ode mnie miałaby powstać, byłoby to bardziej na silniku pokroju Unity. Tam są większe możliwości sterowania tym co ma się dziać wokół. Chociaż patrząc na to jak stoję z czasem, projekt powstawałby bardzo długo (jeśli w ogóle by powstał). Kiedyś miała powstać gra, która wykorzystuje mechanizmy, które pokazałem w tutorialach do Makera, ale jakoś to nie siadło. Nie umiałem tego dopiąć. To chyba ten główny problem z tworzeniem gier. Jestem ostatnimi czasy mocno zajarany pisaniem kodu. W Makerze jest to możliwe, nawet ostatnio coś próbowałem naskrobać skryptowo. Chociaż jeśli coś powstanie, to raczej skrypt pokroju questloga na sprawdzenie własnych umiejętności. Ruby nie jest najpiękniejsze i najwygodniejsze do pisania.

Jazzwhisky: A co z samym kanałem, znalazłeś swój punkt, czy to raczej nadal droga?

Demon: Raczej w takich rzeczach jak prowadzenie kanału ciężko znaleźć ten złoty punkt. Internet i sam serwis cały czas się zmieniają. Zmieniają się trendy, sami ludzie. Najlepiej na bieżąco weryfikować co robić i nie rozpinać zbyt dalekosiężnych planów na przyszłość. A może za jakiś czas wyjdzie jakaś kolejna świetna gra, którą warto ograć? Może nagle pojawią się jakieś nowe możliwości, pomysły? Nigdy nie wiadomo tak naprawdę.

Jazzwhisky: A same zmiany na YouTube, masz poczucie, że kanałom o niszowej tematyce jest coraz trudniej, czy może wręcz przeciwnie?

Demon: Wiesz, zależy po co ktoś to wszystko robi. Jeśli dany twórca oczekuje kokosów i chce na tym sporo zarobić – nie weźmie się za niszę. Chyba, że jakoś to ogra według obecnych standardów. Raczej tacy ludzie biorą się za popularne rzeczy. Nagrywam dlatego, że sprawia mi to po prostu frajdę. Niektórzy mają dzięki temu co oglądać, dobrze się bawią. To jest najważniejsze. A przy okazji mogę się wygadać i poopowiadać pierdoły, a komuś zrobić tym być może dzień. Jedyna negatywna zmiana, która jest powoli forsowana, to robienie YouTube typowo pod dzieci. No czasami aż się prosi o rzucenie jakiegoś niewygodnego żartu na filmie, żeby dopełnić całości. Tylko tego się obawiam, że ocenzurują w ten sposób materiały. Jeśli jest trudniej, to wszystkim co tworzą, raczej w miarę po równo.

Jazzwhisky: Jeśli chodzi o treści, mainstreamowy, polski YouTube zaczyna przypominać już polską telewizję?

Demon: Nie wiem czy jestem obiektywnie w stanie odpowiedzieć, bo zawsze psioczyłem i chyba będę psioczył na topkę YouTube. Społeczność w internecie coraz mniej ogląda telewizję, coraz bardziej kieruje się w stronę Internetu. Nawet wśród swoich znajomych i dalszych znajomych, rodziców, krewnych, widzę tendencję do przechodzenia na Netflixa czy inne podobne. Twórca jest tak naprawdę kreowany przez siebie, ale w największej mierze – przez odbiorców. Jeśli społeczność oczekuje takich, a nie innych materiałów – YouTube się dostosuje. Niektóre kanały już kontentem zaczynają przypominać Dlaczego ja? i ścigać się w tym, co kto zrobi bardziej kontrowersyjnie i jak. Mimo wszystko i tu (TV), i tu (Internet) siedzą ludzie, więc przekrój zachowań i działań powinien być mniej więcej podobny. Nawet w Internecie może być trochę gorzej, bo jest tutaj to poczucie anonimowości.

Jazzwhisky: Mhm…

Demon: Nieironiczne oglądanie polskiej topki YouTube, której materiały są podobne to telewizyjnych – to musi być bardzo ciekawy profil osobowości.

Jazzwhisky: Ostatnie pytanie, skoro nie zbierasz Tazosów [właśc. Tazo, kolekcjonerskie krążki do gry o różnej tematyce], ani Pokemonów, to przepraszam, masz w ogóle jakąś małą, sekretną pasję?

Demon: Lurkowanie antynaukowych grupek na Facebooku i rozwiązywanie krzyżówek. Zbieram też jakieś różne ciekawe rzeczy i wydaję na nie oszczędności. Po co? Ciul wie, może kiedyś mi się przyda ten stos książek za plecami, których nigdy pewnie nie będę miał czasu czy werwy czytać. Może kiedyś zajaram się produkcją makaronu i potem maszynka do makaronu będzie stała na półce po wieki wieków. No i trzy gitary, wiszące na ścianie. Kiedyś w użytku, teraz stanowią tylko relikt jakiegoś rozdziału w życiu, który chyba już nigdy nie wróci.

Jazzwhisky: Wielkie dzięki i zdecydowanie dobranoc! [rozmowę prowadzimy jednym ciągiem, dochodzi trzecia w nocy]

Tak jak mówiłem, opowieść. A już za dwa tygodnie, przedostatni odcinek sezonu – GameBoy vs Ekhart. Szykujcie chustki na łzy, there can be only one.

Rozmawiał Jazzwhisky

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.