To The Moon

To The Moon to jedna z niewielu gier z Makera, które zyskały sukces komercyjny i szerokie uznanie. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to gra mierząca wysoko. Bogata jak na XP grafika, oryginalna ścieżka dźwiękowa i temat mający zaangażować emocjonalnie graczy. Rzeczywiście, łatwo przyznać, że jest to dobra gra. Mimo to, pisanie tej recenzji sprawiło mi pewien problem, ponieważ do końca nie wiedziałem jak się ustosunkować do To The Moon. Ale po kolei.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, jest polskie tłumaczenie – jedno z wielu dostępnych w grze i bardzo dobrze przygotowane, zarówno pod względem dialogów, jak i interfejsu. Fabuła gry rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. Doktorzy Eva Rosalene i Neil Watts przyjeżdżają do domu nad skrajem klifu, gdzie mieszka stary człowiek imieniem John. Na początku udaje im się rozjechać wiewiórkę i rozbić samochód o drzewo, jednak zaraz zabierają cenny sprzęt z samochodu i ruszają do domostwa. Jest tam również inny lekarz, opiekunka mężczyzny i dwójka jej dzieci. John znajduje się już na łożu śmierci, pozbawiony przytomności. Doktorzy Rosalene i Watts mają za zadanie wypełnić kontrakt podpisany przez mężczyznę – użyć nowoczesnego urządzenia nadpisującego pamięć, aby spełnić jego ostatnie marzenie – polecieć na księżyc.

Obaj doktorzy zakładają specjalne hełmy, otrzymuje go również pacjent. Praca lekarzy i nas będzie polegać na poszukiwaniach w pamięci Johna, aby przejść do coraz wcześniejszych etapów jego życia. Gdy przejdziemy do samych początków, będzie możliwe nadpisanie kolejnych wspomnień w taki sposób, aby John myślał, że dostał się do NASA i poleciał na księżyc. W praktyce, prawie każdy etap zabierze nas do krótkiej cutscenki, w której znajdziemy pięć przedmiotów lub miejsc, które pozwolą odblokować specjalny przedmiot – „pamiątkę”, wiążącą wspomnienia z dalszej przeszłości. Aby aktywować „pamiątkę” trzeba jeszcze rozwiązać prostą mini-grę z obracaniem puzzli. W grze jest jeszcze parę innych mini-gier, ale nie grają dużej roli. Jest też trochę wyborów w dialogach na początku gry, ale one nie wydają się nigdzie prowadzić. W górze ekranu znajdziemy linię pokazującą, w którym etapie życia się znajdujemy, w menu między innymi czujnik bicia serca i notatki.

Bez wątpienia To The Moon jest grą fabularną, w opisie na Steam opisywana jest nawet jako „doświadczenie prowadzone przez fabułę”. Wielu graczy wydaje się zachwyconych grą i rzeczywiście głęboko się wciągnęli. Ja jednak miałem mieszane uczucia grając w nią. Nie zrozumcie mnie źle – fabuła jest sprawnie opowiadana i inteligentna. Dialogi są dobre i angażujące. Odkrywanie kolejnych tajemnic Johna jest największym plusem – bowiem musimy poznać, o co chodzi z latarnią przy jego domu, dlaczego jego dom jest pełen królików-origami, co stało się z jego żoną i nareszcie – dlaczego chce polecieć na księżyc.

Problem z fabułą mam jedna taki, że ostatecznie wydaje się zbyt bajerancka i zbyt dziecinna. Bajerancka, ponieważ jest sporo elementów, które mają przykuć uwagę gracza, ostatecznie okazując się mało istotnymi lub wprowadzonymi dość na siłę. Chodzi tu zarówno o rzeczy w fabule, jak origami, jak i natłok elementów mechaniki, jak czytnik serca – który okazuje się bez znaczenia. Trochę przypomina mi to, jak kiedyś czasem działała konkurencja między tytułami w Makerze, gdzie autorzy prześcigali się w tworzeniu niekonwencjonalnych rozwiązań. Fabuła jest również dość dziecinna – główna tajemnica Johna i jego żony jest dość naciągana, wstawki humorystyczne są dość słabe i często psuły mi dramat. Nie pasowało mi również to, że odszukiwanie wspomnień wiąże się tak mocno z „pamiątką”. Wprawdzie przedmioty mają często dla nas sporą wartość sentymentalną, ale tu jest ich zbyt dużo i czasami miałem wrażenie, że przedmioty są ważniejsze od ludzi. Trochę szkoda, bo w niektórych momentach gry spod otoczki anime przebijały się bardziej ludzkie emocje.

Podsumowując, To The Moon jest raczej dobrą grą, w której wiele pewnie zależy od gustu. Istnieją kontynuacje oparte na podobnym motywie: A Bird Story i Finding Paradise. Nie wykluczam, że w końcu zagram w te gry. Pomysł podmiany myśli w ostatnich chwilach życia spodobał mi się najbardziej – świat, w którym taka technologia istnieje, może być ciekawy i jest to coś, nad czym można rozmyślać.

Kryzz333

Autor gry: Kan Gao
Wersja RM: XP
Gatunek: Przygodówka
Status: Pełna wersja
Rok wydania: 2011
Download: Steam

4 thoughts on “To The Moon

  1. Mnie ta gra zupełnie nie porwała jak grałem w nią parę lat temu. Zdecydowanie jedna z najbardziej przereklamowanych makerówek.

  2. Zupełnie nie zgadzam się z tą recenzją, a jednocześnie w pełni rozumiem podejście do gry czy taką a nie inną jej „ocenę”. Bez wątpienia seria gier Freebird Games nie jest przeznaczona dla każdego. Samego standardowego gameplayu jest w niej nie wiele, bo łamigłówki związane z pamiątkami są banalne, a poza nimi właściwie grę można przeklikać.
    Mimo to – W moim odczuciu To The Moon to świetna produkcja, bowiem bardzo rzadko się zdarza by jakakolwiek gra wycisnęła ze mnie chociażby jedną łzę. To The Moon podobnie jak sequel Finding Paradise osiągają to bez większego wysiłku i to nawet przy powtórnym przejściu, kiedy doskonale wiem co się wydarzy. Świetne cutscenki w połączeniu z muzyką i niezłymi dialogami robią swoje, a fakt że jestem zmuszony nadal kierować postaciami bohaterów od jednej scenki do kolejnej, sprawia że w jakimś stopniu gra jak i sama historia wciągają mnie bardziej i bardziej, do tego stopnia że przy zakończeniu, mimo że jestem starym koniem to nadal łzy spływają mi po policzkach.
    To The Moon to w moim odczuciu bardziej współczesna/s-f baśń i najlepiej tak do tego podchodzić. W pełni rozumiem dlaczego pewne żarty mogą zniechęcać bo „psują klimat”, wydaje mi się jednak że gra nigdy nie miała być dramatem, a właśnie taką nietypową baśnią która zapada w pamięć. Innymi słowy, jak komuś nie odpowiada taki rodzaj historii, to niestety gra zapewne tylko go niestety zmęczy.

    Jeśli zamierzasz Kryzz kontynuować serię i ruszyć dalej z „A Bird Story” i „Finding Paradise” to z chęcią przeczytam co sądzisz i o tych grach. Zwłaszcza że sam mam co do nich już nieco inne zdanie niż w przypadku TTM.

  3. To the Moon jest u mnie na liście do zagrania już od kilku lat. Nie mogę się jednak za nią zabrać. Natomiast to właśnie fabuła przyciąga mnie najbardziej. Grzebanie we wspomnieniach to przecież obecnie moja największa aktywność na polskiej scenie RPG Makera.
    Bardzo fajnie napisana recka, która nie idzie z głównym nurtem. Krytycznie podchodzi do recenzowanej gry i to się ceni 🙂

  4. To The Moon, znakomita pierwsza część Sigmund Corp. series (nieoficjalna nazwa) i chyba najlepsza z całkiem mocną tendencją spadkową przy kolejnych grach (oprócz mini-epizodów). Całkiem dobrze zaczęli z fajną fabułą, tematyką, dużą dawką emocji i odpowiednim poziomem humoru. Szkoda że z późniejszymi częściami nie udało się powtórzyć sukcesu TTM. Warto zagrać w tą grę przynajmniej raz, całkiem dobra z niej gra stworzona w rpgmakerze (i jeszcze XP).

    Chętnie poczytałbym recenzje pozostałych gier, byłoby to całkiem ciekawe widząc twoją opinię o To The Moon.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.