System RPG VX Ace: Sekta

Zdarza się nam czasem otrzymać zaproszenie na imieniny dawno nie widzianej cioci, na które – radzi nieradzi – wybrać się musimy. I na tych imieninach siedzimy sobie w gronie rodziny, którą niby znamy, ale i tak czujemy się jakoś niezręcznie. Bo rodzinka rozmawia sobie o swoich sprawach, w których my nie mamy najmniejszej orientacji, opowiada dowcipy o ludziach i sytuacjach, których nie znamy, śmiejąc się przy tym z czegoś, co w nas wywołuje jedynie zażenowanie i poczucie bycia totalnie nie na miejscu. I właśnie podobnych odczuć obawiałam się, przystępując do grania w nową produkcję TagTeamu, który to zespół stanowią osoby znające się od wielu lat, o specyficznym, nieco hermetycznym poczuciu humoru. Na szczęście moje obawy w dużej mierze okazały się płonne, bo choć pewnie wiele żartów przeoczyłam, to i tak bawiłam się nieźle, nie mając przy tym niemiłego poczucia uczestniczenia w imprezie, na której najwyraźniej wszyscy dobrze się bawią, a ja nie mam pojęcia, dlaczego.

Akcja Sekty toczy się w – znanym już z innych gier TagTeamu – uniwersum Systemu, a jej bohaterami tradycyjnie są osoby tworzące grupę, bądź z nią związane. Osią fabularną jest poszukiwanie tytułowej organizacji, która, z tylko sobie znanych powodów, porywa młode kobiety. Przez sporą część gry kompletujemy w tym celu nader liczną, głównie żeńską, drużynę, co stanowi nieźle wykorzystany pretekst do przedstawienia nam postaci i relacji między nimi. Bohaterowie są wyraziści i zróżnicowani, choć przy tym trochę zbyt jednoznaczni i przez to bardziej stanowią pewne typy ludzkie, niż krwiste i żywe osobowości, z którymi można się zżyć i/lub zidentyfikować. Niemniej obserwowanie ich poczynań bywa dość zabawne, a humorystyczne dialogi są zdecydowanie mocną stroną produkcji. Dodatkowym (i bodaj najfajniejszym) bohaterem Sekty jest narrator – tu, z racji genezy TagTeamowych gier, zwany Mistrzem Gry. Jego wysiłki, aby utrzymać w ryzach niesfornych, wdających się z nim czasem w sprzeczki protagonistów, przydają grze sporo autoironicznego uroku.

Gra rozwija się dość leniwie, właściwie pierwsze pół godziny to – na przemian – dłuższa cutscenka i chwila spaceru, czasem urozmaiconego niezbyt wymagającą, toczoną w systemie turowym, walką. Dalej jest podobnie, bo schemat cutscenka-akcja nadal obowiązuje, tyle że akcje zaczynają się robić coraz ciekawsze. Oczywiście spacery i walki są nadal, ale poza nimi będzie nam dane zmierzyć się z zagadkami, prostymi zręcznościówkami, sekwencjami QTE, mniej lub bardziej rozległymi labiryntami i jeszcze paroma innymi atrakcjami. Sprawia to, że rozgrywka szybko nabiera tempa i jedyne, co może niektórych drażnić, to fakt jej morderczej wręcz liniowości, bo odrobinkę swobody dostajemy dopiero pod sam koniec gry. W dodatku jest nam ona potrzebna głównie po to, aby pozbierać porozrzucane w grze puzzle, których skompletowanie odblokowuje bonus – nie pytajcie, jaki, ze wstydem przyznaję, że nie udało mi się znaleźć wszystkich. Innym, poza puzzlami, fajnym rozwiązaniem, zwłaszcza dla nie lubiących losowych walk, jest „radar” – opcjonalnie włączana minimapka, pokazująca pozycję przeciwników, a tym samym pozwalająca zgrabnie ich omijać. Z czasem zresztą dostajemy następny gadżet, który umożliwia nam całkowite wyłączenie wyskakujących z nicości potworków – pomysł jak najbardziej godny polecenia.

Oprawa gry zdecydowanie zachęca do bliższego zapoznania się z nią. Szczególnie spodobała mi się ona od strony graficznej – ładne, czytelne mapki, wyraziste twarze bohaterów, świetne rysunki w cutscenkach i dbałość o detale, która zawsze wyróżniała produkcje TagTeamu. Skrypty, na których wprawdzie nie znam się nic a nic, ale potrafię rozpoznać (przynajmniej niektóre) rezultaty ich użycia, też dobrze służą grze, czego przykładem choćby wspomniany wyżej radar czy też menu, idealnie dostosowane do potrzeb i zamysłu autorów. Muzyka może jakoś szczególnie nie zapada w pamięć, ale nastrój buduje perfekcyjnie, nawet (a może zwłaszcza?) wtedy, gdy nie pasuje do sytuacji. Jedyne, co mi w niej nie przypadło do gustu, to finałowa piosenka, która, choć pewnie została wybrana z jakiegoś ważnego powodu, to i tak niemiłosiernie pokaleczyła mi uszy, już i tak zresztą nadwyrężone niektórymi dźwiękami w menu i w walkach. Szczególnie radosne „kej ou!” rozlegające się, gdy padał kolejny przeciwnik, zaczęło w pewnym momencie powodować, że miałam ochotę kogoś pogryźć. Ale poza tymi drobiazgami właściwie cała reszta wypada po prostu dobrze.

Zmierzając powoli do końca – Sekta to gra więcej niż przyzwoita i tym, którzy zdołali opanować szlachetną sztukę czytania ze zrozumieniem, a w dodatku lubią z niej korzystać, może przynieść sporo niezłej zabawy. Członkowie TagTeamu tym razem postawili na humor oparty na dystansie do samych siebie i konwencji, w której się poruszają, a swoją grę okadzili smakowitymi oparami absurdu i tytoniowego dymu. Choć z pewnością nie wszystkie nawiązania i aluzje będą czytelne dla każdego odbiorcy, to każdy ma szanse znaleźć w grze coś, co akurat w nim/niej wywoła niepohamowany napad śmiechu. Wychodzi więc na to, że imieniny cioci Lartarin mogą być całkiem udaną imprezą – nie wiem, co na to wszystko Laufer, ale Cytadeli tym razem się podobało.

Kleo

Autor gry: TagTeam (Lartarin)
Wersja RM: VX Ace
Gatunek: RPG
Status: Pełna wersja
Rok wydania: 2014
Download: MediaFire

One thought on “System RPG VX Ace: Sekta

  1. Recka bez obrazków?
    Mi gry TagTeamu nie podchodziły, nawet Shikima Kingdom ( ͡° ͜ʖ ͡°), mimo tej mistycznej aury pracy zespołowej i wydawania gry jako „projekty” – co sugerowało jakąś jakość, zamiast normalnego RM-owego chałupnictwa. Może jeszcze przekonam się do Sekty. Czuję teraz nostalgię do gier z „tamtej” epoki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.