Stanior Retro Show – Wywiad z Mertruve

Z Mertruve pierwszy raz poznałem się w okolicach stycznia/lutego 2003 roku. Nasza wirtualna znajomość szybko przerodziła się w wirtualną przyjaźń. Razem pracowaliśmy nad wieloma inicjatywami makerowymi (takimi jak Gildia RPG Makera) oraz rzeczami zupełnie nie związanymi ze światem RPG Makera (klan Forgotten Warriors w Jedi Knight II: Jedi Outcast). Mertruve był dla mnie jednym ze scenowych autorytetów (obok 7-MALY-7).

Nasze ścieżki dość szybko się rozeszły. Mert przestał być aktywny na polskiej scenie RPG Makera już w III kwartale 2003 roku. Gdy upadł klan Forgotten Wariors, nasz kontakt urwał się na kilkanaście lat.

9 marca 2018 roku żona wysłała mnie do kiosku do pobliskiej hali targowej. Przede mną jakiś gość kupował paczkę fajek. Wydał mi się bardzo znajomy… Okazało się, że to Mert. Po 15 latach poznaliśmy się osobiście, uścisnęliśmy sobie dłoń i zamieniliśmy kilka słów twarzą w twarz. Od tamtej pory znów utrzymujemy kontakt.

Stanior: Cześć, Mert. Przedstaw się scenowiczom. Większość z nich nie ma pojęcia kim jesteś i utożsamia Twoją osobę z Ludziksem – scenowiczem, który przejął twój nick i w pewien sposób twoją tożsamość.

Mertruve: Cześć! Nazywam się Mateusz, choć bardziej jestem znany pod swoimi pseudonimami: metruve, mert, arashii.

Z tym utożsamianiem mojej osoby z kimś innym, to bardzo ciekawa i zabawna sprawa, bo natknąłem się na to zupełnie przypadkiem, przeglądając artykuły dotyczące RPG Makera. Wiedziałem, że ich nie napisałem, choć nick się zgadzał. To miło, że ktoś tyle pomógł scenie i naprodukował masę przydatnych materiałów. Mógł to robić jednak pod swoim nickiem i nie odgrzebywać ze śmietnika historii mojego. Żeby było jasne: to bardzo miłe, że całość trafiała na konto wymyślonego przeze mnie nicka (z czym wiąże się także pewna anegdotka), choć w żaden sposób się do tego nie przyczyniłem. Lepiej by wszyscy wiedzieli, że to materiały Ludzix i jego robota.

Stanior: O jakiej anegdotce mówisz?

Mertruve: O anegdotce powstania samego nicka, bo tego pewnie Ludzix nie wiedział. Gdy zakładałem swoją pierwszą stronę internetową, a było to gdzieś w okolicach 2001-2003, musiałem wymyślić nick, jakiego będę używać. Chciałem Trunksa (fan Dragon Balla, co na to pocznę?), ale brzmiało mało oryginalnie, odtwórczo. Każdy mógł taki nick sobie zaadoptować. A że koledzy, z którymi zakładałem stronę, mieli nicki: Merlin i Vegetta, to postanowiłem z każdego naszego ówczesnego nicka zabrać kilka liter. I tak powstał MERlinTRUnksVEgetta – Mertruve, a w skrócie Mert.

Stanior: Gdy myślę „Mertruve”, od razu powracam do lat 2002/2003, w których to aktywnie udzielałeś się w społeczności RPG Makera. Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie związane z polską sceną?

Mertruve: Pierwsze wspomnienie ze sceną to sławetne DB: Tomorrow Killer i DB: Goku Returns. Dwie gry ze świata Dragon Balla robione przez dwie zupełnie inne ekipy, w podobnym czasie. Wspomnienie oczywiście wiąże się z wielką potrzebą opowiadania historii. Bo i RPG Makerem zainteresowałem się ze względu na możliwość opowiadania historii, co uwielbiałem robić. Poza tym byłem wielkim fanem jRPG: Final Fantasy I-IX, Dragon Quest, Chono Cross, Chrono Trigger – łykałem wszystko co się da bez popity. Japoński sposób narracji był niesamowity, a te turowe walki, niczym w FF? Musiałem opowiedzieć własną historię! Po wielu próbach szukania odpowiednich narzędzi, przerobienia kilku prostych edytorów dla gier tekstowych, natrafiłem na RPG Makera, najpierw wersję 95, potem sławetną 2000. Po znalezieniu odpowiedniego narzędzia, wszystko poszło same – Twierdza RPG Makera, dołączenie do sceny z własnym projektem. Szalony, wspaniały czas.

Polską scenę odnalazłem dzięki programowi. RPG Makera znałem zaś z zagranicznych stron, gdy robiłem research. Ale żeby była pełna jasność, nigdy nie czułem się wielką częścią sceny RPG Makera – wolałem działać na uboczu, choć w pewnym czasie brałem udział w najgłośniejszych projektach sceny, o których pisała także prasa.

Stanior: Można zatem stwierdzić, że byłeś jednym z twórców polskiej sceny RPG Makera. Prawdę mówiąc pierwszy raz słyszę, aby jakieś projekty oparte na RPG Makerze z tamtych lat, przedarły się do growego mainstreamu. Jakie to były konkretnie gry?

Mertruve: Wspomniane już DB: TK oraz DB: GR. O obu projektach pisał swego czasu Click i inne, nieistniejące już magazyny o grach komputerowych. Były to jednak dwa różne projekty: o ile DB: GR był tworzony na tyle, na ile pozwalały standardowe funkcje programu, tak DB:TK to zupełnie inna pala kaloszy. Tworzony przez jednego z pracowników amerykańskiego oddziału Square Soft (lada moment firma zamieni się w Square Enix, który znamy do dziś), był niesamowity. Każda walka była osobnym skryptem, z własnymi animacjami i ustawieniami. Żeby była jasność: gra nie wykorzystywała stworzonego na potrzeby programu systemu walki z widocznymi jedynie przeciwnikami (bohater był widziały z pierwszej osoby). Całość wyglądała tak jak Final Fantasy: dwie stojące naprzeciw siebie, walczące postaci. Bardzo zaawansowane skrypty, których obecnie chyba nawet nie ma potrzeby używać, bo sam RPG Maker pozwala tworzyć już walki z widocznymi bohaterami w drużynie. Wtedy była to jednak ogromna nowość, która zabierała bardzo dużo czasu.

Stanior: Przyznam, że to nie są zbyt popularne fakty z twojej scenowej kariery. Jeżeli już wspomina się twoją osobę to jako redaktora naczelnego Świątyni RPG Makera. Pamiętasz tą stronę?

Mertruve: Pamiętam istnienie Świątyni, pamiętam również, że się na niej udzielałem. I choć zabrzmi to dziwnie – nie pamiętam, bym był tam redaktorem naczelnym. To byłem na pewno ja, a nie Ludzix?

Stanior: Tak, to na pewno byłeś ty. Strona powstała 7 marca 2003, do dnia dzisiejszego można odwiedzić ruiny Świątyni na web archive. Strona istniała tylko do 21 czerwca – zdecydowałeś się wtedy na fuzję z Gildią i tak zostaliśmy kolegami z redakcji.

Mertruve: Widzisz, pamięć bywa zawodna, szczególnie, gdy mówimy o wydarzeniach sprzed – bagatela – 18 lat! I tylu zaliczonych po drodze redakcjach. Ze sceny najlepiej pamiętam Dravena, Krulika, BARjeda i barJEDa – osoby, z którymi miałem przyjemność pracować. Nicków było znacznie więcej, szczególnie potem w czasach redakcyjnych, ale z przykrością stwierdzam, że nie wszystkich dobrze pamiętam.

Stanior: Wiesz, że jeden z BARjedów to twórca studia Pixelated Milk odpowiedzialnego za grę Regalia: Of Men and Monarchs?

Mertruve: Nie, nie wiedziałem tego, ale teraz widzę – wspaniale! Zrobili świetną grę, nawiązującą do klasyki. Duch RPG Makera pozostał

Stanior: A czy pamiętasz jak my się poznaliśmy? Jak to się w ogóle stało, że zostaliśmy scenowymi przyjaciółmi?

Mertruve: Dałbym głowę, że poznaliśmy się na scenie JK, ale jeśli była to scena RPG Makera, to zapewne przez forum. Miałeś zawsze świetny, zapadający w pamięć nick.

Stanior: Co sprawiło, że zdecydowałeś się opuścić scenę?

Mertruve: Jakoś tak naturalnie to wyszło. Przestałem robić projekty, miałem w głowie jeszcze jeden ambitny, niezrealizowany pomysł, ale brakowało mi ludzi. Do tego zająłem się innymi rzeczami: pisaniem do portali, własnym klanem w Jedi Knight. Tworzenie gier nigdy nie było celem samym w sobie: wolałem tworzyć historie i choć żadnej ostatecznie nie zrealizowałem, to nie żałuje czasu spędzonego na scenie i poznanych tam osób. Realnie mam jednak kontakt z Tobą, nie utrzymuję kontaktów z innymi osobami ze sceny. To była taka krótka, acz intensywna przygoda. Niewiele zresztą po sobie zostawiłem, oprócz nicku, który został potem dobrze wykorzystany. Chyba nawet lepiej, niż gdy sam z niego na scenie korzystałem

Stanior: Czy wiesz co teraz się dzieje na scenie?

Mertruve: Szczerze mówiąc, nie. Po wyjściu RPG Makera 2003 przestałem interesować się sceną. Widziałem, że program się rozwija, dając twórcom coraz więcej możliwości. To bardzo dobrze! Może to dobry czas, by odtworzyć dawną wizję swojej historii i stworzyć jeszcze jeden projekt? Taką Ostatnią Fantazję? Historia zatoczyłaby koło, prawda? Zainstalowałem Makera, bo chciałem opowiadać historie jak w FF, może w końcu jakąś udałoby się opowiedzieć. Pewnie byłoby łatwiej niż dawniej, gdy program nie posiadał tylu funkcji i trzeba je było samemu tworzyć. Jeśli znajdą się zdolni i chętni, to czemu nie. Taki projekt starych ramoli, taki Last dance. Czasami chodzą mi po głowie takie myśli, ale potem powtarzam sobie, że miałem swoje 5 minut i jest dookoła za dużo młodych i zdolnych, by im wchodzić w paradę

Stanior: Czy na scenie był ktoś, kogo uznawałeś za autorytet?

Mertruve: Oczywiście! Eric Draven, pochodzący z Polski, ale mieszkający w Stanach. Niesamowicie charyzmatyczny facet, starszy oczywiście o kilka lat ode mnie. Wiele mnie nauczył, nie tylko w RPG Makerze. Nasze rozmowy na GG wiele mi dały. Jego Tomorrow Killer zapowiadał się na niesamowitą grę i szkoda, że nigdy nie ujrzał światła dziennego. Patrząc co o wiele później osiągnęły produkcje pokroju To The Moon, przecież także robione w RPG Makerze i to nowszej wersji, to wierzę, że o TK byłoby równie głośno. Epickie RPG w świecie Dragon Balla w czasach, gdy do wyboru dla PCtowców był właściwie tylko Mugen? To brzmiało i wyglądało – uwierzcie mi na słowo – jak spełnienie marzeń fanów.

Stanior: Czy wiesz o tym, że 30 września 2003 roku wyszło na jaw, że Draven kradł materiały z zachodnich stron i został uznany za lamera? To anty bohater sceny RPG Makera w Polsce. To wydarzenie spowodowało m.in. upadek strony RM-U i w dłuższej perspektywie odejście ze Sceny takich czołowych postaci jak krulik czy Tief.

Mertruve: Ehh… I tak upadają legendy. Nie, nie wiedziałem. Nie było mnie już wtedy. Wielka szkoda – jeśli tak było, to tym bardziej. Tym lepiej, że byłem już wtedy poza projektem TK. Żal krulika, super talent…

Stanior: Gdybyś teraz spotkał samego siebie z 2003 roku, to co byś temu chłopakowi powiedział?

Mertruve: Świetne pytanie! Powiedziałbym mu, żeby się nie przejmował porażkami, bo przeżyje ich jeszcze niemało; ale też by nieco bardziej cieszył się z sukcesów. Oraz by pamiętał, że nie musi wszystkiego robić sam i zaufał innym, bo chętnie pomogą. Żeby nie tracił marzeń, bo właściwie wszystko co kiedyś chciał robić zrobi, nawet jeśli tylko przez chwilę. A nade wszystko by się nie zmieniał i robił swoje, popełniał błędy. Jeśli wszystko pójdzie w miarę sprawnie, to nie powinien narzekać Choć w roku 2003 mogło się to Mertowi wydawać trudne.

Rozmawiał Stanior

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.