Hello Charlotte EP2: Requiem Aeternam Deo

Epizod 1 Hello Charlotte był ciekawym rozpoczęciem historii tytułowej głównej bohaterki, choć przez jego parszywe wykonanie – pierwsze spotkanie z tą serią okazało się doświadczeniem pozostawiającym wiele do życzenia. Pomimo tego, że była to produkcja darmowa, jakość wykonania była, niestety, na bardzo niskim poziomie, co rodziło moje wątpliwości tyczące się kolejnych części cyklu. Następny w kolejce był Epizod 2, tym razem gra dostępna tylko za twardą walutę – budzące respekt 10,99 zł($2.99 na itch.io).

Akcja Epizodu 2 dzieje się parę lat po wydarzeniach z poprzedniej części. Ponownie wcielamy się w Lalkarza Setha, sprawującego opiekę nad już-nie-tak-małą Charlotte Wiltshire. Tym razem nasza rola będzie sprowadzać się do towarzyszenia Charlotte podczas jej codziennego życia w Domu i poza nim (głównie w szkole), spotkaniach z przyjaciółmi, Socjalizacji oraz interakcji z kosmicznym bóstwem, które zalęgło się w umyśle Charlotte, po wydarzeniach z Epizodu 1 (taaa, to się wydarzyło…). W powietrzu wisi też perspektywa szkolnego „Sądu” – niecierpliwie wyczekiwanego przez wszystkich uczniów wydarzenia, mającego na celu znalezienie dewianta wśród dzieci… Lepiej zakończyć tę kwestię tutaj, żeby uniknąć dalszych spoilerów, ale po tym co zostało opisane, widać chyba, że w odróżnieniu od boleśnie ślamazarnego Epizodu 1, druga część Hello Charlotte w końcu rozpoczyna fabułę na dobre i serwuje nam wiele ciekawych wątków.

Historia opowiadana jest na przestrzeni paru Dni, pełniących rolę osobnych rozdziałów. W odróżnieniu od chaotycznej pierwszej części, nowe wątki i postacie wprowadzane są w nich względnie powoli i spójnie, przez co przedstawiona opowieść jest o wiele bardziej strawna w odbiorze. Duży nacisk położony jest na dalsze przedstawienie i rozwijanie świata w którym przyszło żyć Charlotte, co cieszy, biorąc pod uwagę, że jest to dla mnie najciekawsza część tych gier. Należy przy tym wspomnieć, że Epizod 2 jest o wiele bardziej mroczny od poprzednika, podejmując garść „cięższych” tematów i muszę przyznać, że ich przestawienie jest o wiele lepsze, niż można by się spodziewać po typowym RM-owym horrorze. Nie było to może jakieś duchowe przeżycie, otwierające oczy w mózgu, ale wykonaniu tych wątków nie można za wiele zarzucić ani go wykpić. Całość zamknęła się w dwóch godzinach i parunastu minutach rozgrywki, a zakończenie (bądź zakończenia, bo tych jest w sumie 3) było satysfakcjonujące, choć wciąż otwierające furtkę do kontynuacji w dalszych częściach.

Autor skupił się też na postaciach, które w pierwszej części były dość kliszowe – w tej zaczęły nabierać trochę więcej charakteru, zwłaszcza sama główna bohaterka. Podczas przygody poznamy też parę nowych twarzy, które – w mojej opinii – są bardziej interesujące, niż powracająca obsada. Wciąż jednak raczej nie zaliczyłbym nikogo z nich do grona moich ulubionych postaci. Dialogi, tak jak wcześniej, są w większości poprawne, a humor też za bardzo się nie rozwinął, więc jakość wykonania tej kwestii pozostawię innym potencjalnym odbiorcom gry.

Drugi epizod Hello Charlotte w kwestii rozgrywki nie dokonuje żadnych rewolucyjnych zmian względem swojego poprzednika. Wciąż kierujemy/opiekujemy się tytułową dziewczynką, zbieramy przedmioty, dokonujemy interakcji ze światem i zamieszkującymi go postaciami. Gra wciąż jest liniowa do bólu i jedyne momenty, w których możemy wykazać się własną inicjatywą to nieliczne wybory (które rzadko cokolwiek rzeczywiście zmieniają). Podobnie jak w pierwszej części, otrzymywane zadania najczęściej wykonuje się poprzez przejście z punktu A do B, z dostarczeniem okazjonalnego przedmiotu do B.

Na szczęście, autor najwidoczniej zdał sobie sprawę ze słabości rujnujących poprzedniczkę i efektem tego jest gra o wiele lepsza, choć nie wszystkie problemy zostały do końca usunięte. Na pierwszy ogień poszły sekwencje nagłych śmierci, które wciąż istnieją w grze, ale jest ich o wiele mniej i ostrzeżenia przed nimi zdają się być bardziej logiczne. Do kosza wyrzucono też sceny ucieczek/omijania przeciwników i co ciekawe – zagadki. W grze, w sumie, występują tylko dwie prawdziwe łamigłówki i są one bardziej żmudne do rozwiązania, niż trudne. Jedyną rzeczą, którą oba epizody mają ze sobą wspólnego, jest często dezorientujący projekt poziomów – zwłaszcza w szkole i w Domu.

Wszystko to sprawia, że część 2 przypomina teraz bardziej symulator chodzenia i wizualną nowelkę, niż typową przygodówkę. Pamiętając jednak koszmarną rozgrywkę z pierwszego epizodu, ciężko nie odnieść wrażenia, że jest to zmiana na plus. Cóż, tak właściwie to jest jeden problem. Jest nim „mechanika” Socjalizacji i piszę to w cudzysłowie, bo określenie to jest bardzo szczodre w tym przypadku. Opisywana czynność jest, w skrócie, losowymi walkami działającymi na domyślnym RM-owym systemie, których doświadczać będziemy podczas eksploracji szkoły. Pula możliwych umiejętności, które może wykorzystać Charlotte, jest bardzo mała, a większość naszych przeciwników/innych uczniów posiada niemałe ilości zdrowia, czego efektem są bardzo nużące potyczki. „Plusem” jest jednak to, że tak naprawdę nie musimy brać udziału w tej całej Socjalizacji. Charlotte nie otrzymuje za wygraną punktów doświadczenia/nowych poziomów, a

(Potencjalny Spoiler!)

pomimo sugestii postaci niezależnych, że ilość „udanych Socjalizacji” będzie miało wpływ na nadchodzący szkolny Sąd – pewne wydarzenie, pod sam koniec gry, całkowicie anuluje ten fakt.

(Koniec Spoilera)

Jest to mechanika kompletnie zbędna, co prawda usprawiedliwiona fabularnie, ale wciąż – można by ją spokojnie wyrzucić i gra by na tym zupełnie nie straciła. Cóż, chyba że ktoś, tak jak ja, jest ogromnym fanem OFF i będzie w stanie docenić to nawiązanie do tejże produkcji (od muzyki, po grafikę w walkach), ale nie będę udawał, że jest to jakiekolwiek usprawiedliwienie dla tego zbędnego systemu.

Poza tym rzeczą, która bardzo mocno zalazła mi za skórę, jest dodana funkcja pomijana tekstu za pomocą klawisza Shift – tego samego którego używa się do przyśpieszenia biegu dziewczynki. Gra lubuje się w uruchamianiu kolejnych dialogów podczas eksploracji lub przechodzenia do nowych map, co w moim przypadku bardzo często doprowadzało do przypadkowego pominięcia znacznej części dialogu, zanim zorientowałem się, żeby zwolnić klawisz. Działo się to tak często, że po pewnym czasie po prostu przestałem zwracać na to uwagę i kontynuowałem grę z pominiętą połową rozmowy, bo ciągłe ładowanie wcześniejszego zapisu zaczęło być męczące… Funkcji tej, z tego co wiem, nie da się wyłączyć, a biorąc pod uwagę jak duże połacie terenu musimy przebiec w tej grze – „nacięcie” się na ten problem jest praktycznie gwarantowane.

Jedną z niewielu zalet pierwszego epizodu Hello Charlotte była jego oprawa audio-wizualna i w tej części została ona zachowana, a nawet ulepszona, w niektórych miejscach. Portrety postaci nie są już małymi obrazkami w okienku dialogowym, a całymi popiersiami na pół ekranu. Podczas nieszczęsnej walki uświadczymy stylistycznie naszkicowane grafiki przeciwników. Powrót zaliczyły też obrazki na cały ekran, czego można było się spodziewać. Wszystko to wykonane jest w o wiele wyższej jakości (komercyjność projektu zobowiązuje!) niż poprzednik i w charakterystycznym stylu autora, co sprawia że oglądanie tych grafik jest czystą przyjemnością. Mały lifting zaliczyła też oprawa graficzna samej gry – sprite’y i mapy zachowały swój minimalizm, będąc przy tym wykonane o wiele bardziej starannie i szczegółowo, niż w pierwszej części. Muzyka, za to nie zaliczyła podobnego skoku jakościowego, ale nie jest zła. Do utworów na darmowej licencji dołączyły kompozycje stworzone przez autora i wszystko to dobrze uzupełnia atmosferę gry, jednakże – żaden z nich nie zatrzymał się w moim uchu na dłużej.

Po rozczarowującym pierwszym rozdziale Hello Charlotte byłem mocno sceptycznie nastawiony do Epizodu 2. Prawdę mówiąc – gdyby nie to, że miałem już kupioną całą serię, na kredyt dobrej woli – prawdopodobnie nigdy nie sięgnąłbym po kontynuację. Ostatecznie jednak, cieszę się, że to zrobiłem. Epizod 2, choć nie pozbawiony błędów, jest o wiele lepszą grą od swojego poprzednika – skupiając się na elementach, które robił dobrze i powoli zaczynając kształtować swoją własną, unikalną tożsamość dla serii. Jest to z pewnością gra godna polecenia, nawet osobom które odbiły się od poprzedniej części.

Karrmel21

Autor gry: etherane
Wersja RM: VX Ace
Gatunek: Przygodówka, horror
Status: Pełna wersja
Rok wydania: 2016
Download: Steam

One thought on “Hello Charlotte EP2: Requiem Aeternam Deo

  1. Dziękuję za tę recenzję – choć odbiłam się od niej przez ten niefortunny epizod 1, na dwójkę i resztę serii w przyszłości spojrzę przychylniej. <3 Gratuluję kolejnego udanego tekstu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.